pro-anaa

Po biegach.

Właśnie wróciłam z koleżanką z biegów. Niestety wszystko zawaliłam, bo nie mogłam dobiec ostatniego ok 0,5 km. Strasznie bolał mnie brzuch i do tego było mi trochę nie dobrze, dlatego resztę przeszłyśmy. Ale i tak się cieszę. Oczywiście z tego, że na pewno dzięki temu troszeczkę schudłam, a nie z tego, że jestem głodna jak diabli i byłabym w stanie pożreć wilka. Nie no może bez przesady, wystarczyłaby kromka chleba ze świeżutkim pomidorkiem. Pycha! No ale cóż, przecież miałam dzisiaj nic nie jeść. Trudno najwyżej umrę, ale nie wezmę nic do gęby. Nie wiem jak to będzie jutro, czy znowu uda mi się kolejny dzień nic nie jeść. Troszeczkę wątpię w to, że mi się uda, gdyż mamy wycieczkę i może mi się w autobusie niedobrze zrobić. Także ewentualnie jakież małe śniadanko sobie rano zrobię, ale potem już nic nie zjem. Wcześniej napisałam, że będę się ważyć co tydzień, ale chyba z tego zrezygnuję. Przynajmniej jutro. Muszę wiedzieć czy wszystko idzie zgodnie z planem. Mój cel na jutro to przynajmniej gdzieś 61,0. Mam nadzieję, że będzie tyle i na kolejne 6 dni zostaną mi jeszcze 2 kg. W tym tygodniu muszę przecież dojść do 59,0. A potem już tak gdzieś po 1 kg tygodniowo do końca wakacji. Będzie dobrze. Trzymajcie kciuki za jutrzejsze ważenie. Może zdążę rano napisać jak mi idzie, a jeżeli nie to na pewno wejdę tu wieczorem. Buziaki.

 

42.jpg